Opis / Nota wydawcy / Synopsis:
"Ostry dyżur", Palmer Michael


Tuż po południu znowu pojawiły się migające światełka – jego gałki oczne omywały niezliczone pasma tęczy. Same światełka jako takie mogłyby być fascynujące, a nawet piękne, lecz w tej sytuacji budziły w nim jedynie grozę.
Południe. Ostatni wybuch nastąpił zaledwie przed sześcioma godzinami, budząc go z przyjemnego snu i wrzucając w sam środek koszmaru. Na początku ataki zdarzały się co parę tygodni… potem co parę dni… A teraz… Za każdym razem zwiększała się też ich gwałtowność. Prawdziwe piekło.
Na myśl o tym, co czeka go w ciągu najbliższej godziny, zaczęły mu się pocić dłonie. Najpierw migające światełka, lekkie drgania w kącikach oczu. Tak będzie przez piętnaście, dwadzieścia minut, do pół godziny. Potem zacznie rozsadzać mu skronie. Będzie się wił na łóżku, aż upadnie na podłogę, przyciskając do uszu poduszki w złudnej nadziei, że uda mu się stłumić grzmoty wybuchów w głowie. Wreszcie dostanie gwałtownych mdłości i zacznie wymiotować tak niepowstrzymanie, jakby mu miało rozerwać żołądek. Może nawet znowu zrobi pod siebie.
– Proszę, nie – wyszeptał. – O Boże, proszę, nie.
Ale wiedział, że żadne błagania, żadne modlitwy nie uśmierzą bólu. I nic nie uchroni go od szaleństwa. Nic z wyjątkiem natychmiastowego unicestwienia demonów, które to wszystko rozpętały – nic prócz zniszczenia zła, które pozbawiło go panowania nad własnym życiem.
Bricker… Golden… Gentry… Forrester.
Odzyska spokój dopiero wtedy, gdy zostanie wymierzona sprawiedliwość, gdy całą czwórkę dosięgnie śmierć. Tylko wówczas wypełni wolę Boga, zgasną migające światełka, a ból przestanie rozsadzać mu głowę.
Ale teraz może tylko zażyć tabletki przeciwbólowe i przygotować się. Z plastikowej fiolki wytrząsnął trzy pigułki demerolu i popił je bourbonem. Miał nadzieję, że zdoła utrzymać je w żołądku na tyle długo, by podziałały.
Mięśnie wokół jego oczu zacisnęły się i zaczęły drgać. Światełka rozbłysły z większą siłą. W czaszce narastał szum.
Chwycił słuchawkę i wykręcił numer.
– Halo – odezwał się tak dobrze mu znany głos. – Niestety nie możemy w tej chwili odebrać pańskiego telefonu, ale po usłyszeniu sygnału proszę zostawić wiadomość. Oddzwonimy możliwie jak najszybciej.
– Proszę… – zaskomlał. – Proszę, pomóżcie mi. Proszę, uśmierzcie ból. Nie pozwólcie mi zrobić tego, co zamierzam.
Po chwili uświadomił sobie, że wypowiedział te słowa jedynie w myślach.
Odłożył słuchawkę i zrezygnowany opadł na łóżko. Był zdany wyłącznie na własne siły.
Niechże to będzie ostatni raz, błagał, gdy zaczęło się nieuchronne. Zacisnął dłonie na wezgłowiu motelowego łóżka. Niech to się dzisiaj skończy.


Gdy wróciła mu świadomość, cały obśliniony leżał na podłodze twarzą do wytartego dywanu. Blade słońce opromieniało obskurny pokoik. Ale motel położony był blisko nich i tylko to się liczyło. Wytarł twarz poliestrową kapą i z trudem podniósł się na nogi.
Wyciągnął spod łóżka oliwkowy plecak i położył go na materacu. Dwa półautomatyczne karabiny MAK-90 błyszczały jak nowe, niemniej jak zawsze zaczął je znowu polerować.
Bricker… Golden… Gentry… Forrester…
Przed jego oczami po kolei pojawiały się twarze ludzi, którzy kiedyś byli jego przyjaciółmi. Twarze, którym niegdyś ufał. Teraz wiedział, że wszyscy oni znaleźli się w jego życiu, by go wypróbować. Położył sobie jeden z karabinów na kolanach i wpatrywał się w światła na suficie, sprawdzając swoją siłę woli i determinację. Przed dwoma dniami kupił te karabiny, pojechał na składowisko śmieci i oddał tam pierwsze strzały. Nie miał broni w ręku od czasu kursu strzeleckiego, który zaliczył przed laty na obozie letnim, i był zdumiony, jak dobrze mu szło – poczuł się wszechpotężny. Jednak strzelał tylko do szczurów na śmietniku. Następnym razem będzie walił serio. Ale czy był już gotów?
Dudnienie w głowie zmniejszało się, aż wreszcie ucichło. Napięte mięśnie nieco się rozluźniły. Ile ma czasu, nim nastąpi kolejny atak? Włożył broń z powrotem do płóciennej torby i wsunął ją pod łóżko. Potem, skrajnie wyczerpany, przymknął powieki. Nigdy nie dopuścił się gwałtownego czynu, a teraz, by odzyskać równowagę psychiczną, by odesłać demony do piekieł, przygotowywał się do serii zabójstw.
Może jednak jest jakiś inny sposób?
Gdy ponownie otworzył oczy, stłumione światło słoneczne nadal sączyło się przez firanki ze sztucznej koronki. Zegar w odbiorniku radiowym stojącym na nocnym stoliku wskazywał dopiero drugą. Drzemka i pastylki przytępiły jego gniew, lecz wiedział, że niebawem rozgorzeje równie ostrym płomieniem jak przedtem. Czuł się przygaszony, stłamszony. Pokój miał mikroskopijne rozmiary, zatęchłym powietrzem trudno było oddychać. Sięgnął po plecak, lecz zanim go dotknął, chwycił klucz i wypadł z pokoju, choć nawet teraz nie był jeszcze całkowicie przekonany.
Wyszedł z hotelu i pospieszył do znajomego baru – knajpy Pod Duchem Rancza. Kiedyś zbierali się tu po pracy. Omal nie wybuchnął śmiechem na wspomnienie Steve’a Brickera, który choć ciągnął jak gąbka, bił wszystkich na głowę w rzucaniu strzałkami. Niemal natychmiast Brickera przesłonił inny obraz – twarz mężczyzny, który uśmiechając się obleśnie zza potężnego biurka rozwalił mu całe życie.
„Niestety, nic nie możemy poradzić…”.
Gówno prawda!
Przypomniał sobie swoje potworne upokorzenie, gdy stał przed tym człowiekiem. Wspomnienie to pomogło mu rozproszyć niepewność. Zajmie się tym… niebawem.
Knajpa Pod Duchem Rancza była pozbawioną okien speluną, w której jedyne źródło światła stanowiły czarne lampy. Przyozdabiały ją fosforyzujące rysunki kowbojów i Indian, koni i wołów. Przez dwanaście potężnych głośników jakiś wiejski zapiewajło błagał kogoś o drugą szansę.
Uśmiechnął się ponuro. Nie po raz pierwszy słyszał, jak ktoś błaga o jeszcze jedną szansę. Zamówił bourbona, potem jeszcze jednego. Pierwszy pomógł mu opanować drżenie, drugi dodał otuchy. Knajpa była prawie pusta, tylko na samym końcu toru do gry w kręgle kilka prostytutek oferowało swoje usługi trzem mężczyznom w służbowych garniturach. Jedna z nich, bujna piersiasta blondyna, bez przerwy rzucała mu znaczące spojrzenia. W końcu doszła do wniosku, że warto spróbować, i przedefilowała obok rzędu pustych stołków przy barze, obrzucając go uważnym spojrzeniem. Przedstawiła się jako Gloria. Skinął głową i rzucił pierwsze imię, jakie przyszło mu na myśl. Pragnął towarzystwa, ale nie miał zamiaru korzystać z jej usług. Od kilku lat był wierny jednej partnerce, zresztą nawet gdy nie był w stałym związku, nigdy nie robił tego z prostytutką.
– Czy myśmy się już tutaj kiedyś nie spotkali? – zapytała dziewczyna.
Pokręcił przecząco głową, choć prostytutka miała rację. Bricker niejednokrotnie się z nią zadawał, a raz nawet przedstawił ja reszcie. Niech szlag trafi Brickera.
– Co robisz w mieście?
Miał ochotę na pogawędkę, nie na poważną rozmowę. Pogadaj ze mną o pogodzie, na miłość boską. Albo o Giantsach…
Znowu poczuł rozdrażnienie i zaczął się zastanawiać, czy nie jest to zapowiedź ataku. Od ostatniego upłynęły zaledwie cztery godziny. Był zły na siebie, że wybiegł z pokoju, pozostawiając w nim pastylki przeciwbólowe. Pastylki przeciwbólowe, obskurne pokoje w motelach, dziwki. A kiedyś miał takie wspaniałe perspektywy. Jakim sposobem wszystko tak spsiało? Czuł, że zaciskają mu się szczęki. Jego gniew narastał. Zbliża się czas zapłaty.
– Nie chciałbyś się trochę zabawić? – zapytała Gloria.
Potrząsnął głową.
– Nie dziś – wycedził.
Zastanawiał się przez chwilę, jak wyglądałaby bez makijażu. Wcale by się nie zdziwił, gdyby się okazało, że w ogóle nie ma twarzy.
Dziewczyna stała, wydymając wargi i przyglądając mu się uważnie.
– Hej, co ty masz w oczach? – zapytała nagle. – Nosisz jakieś specjalne szkła kontaktowe czy co?
– O czym ty mówisz?
– Masz jakieś dziwne oczy, wiesz?
– Sama jesteś dziwna. A teraz odczep się, do diabła…
– Hej, Cindi, chodź no tu, widziałaś kiedyś coś podobnego? – zawołała, odwracając się od niego.
Skoczył, złapał ją za piersi i wbił w nie palce tak mocno, że krzyknęła z bólu. Potem pchnął ją do tyłu. Obcas na szpilce odłamał się i upadła ciężko na zakurzoną podłogę. Nim ktokolwiek zdołał ruszyć w jej obronie, okręcił się na pięcie i wypadł z knajpy.
Ostatniego dnia kilkanaście razy uważnie przyglądał się swojej twarzy w łazienkowym lustrze. Fakt, że wyglądał jak nieboskie stworzenie, ale gdyby z jego oczami było coś nie tak, zauważyłby to, do cholery.
Jego wściekłość rosła z każdym krokiem, kiedy szedł powoli przez ruchliwą szosę, nie zwracając uwagi na trąbiące samochody.
Przed oczami znowu pojawiły się migoczące światełka.
Ruszył do motelu. Już czas, pomyślał. Czas, by wykonać to, co nakazywał mu Bóg. Czas, by raz na zawsze uśmierzyć ból. Połyskujące diamenciki wielokolorowego światła bombardowały jego gałki oczne niczym kulki gradu. Niezdarnie otworzył drzwi kluczem, po czym wbiegł do pokoju i wyciągnął plecak spod łóżka.
– Nie tym razem – powiedział głośno.
Tym razem nie będzie błagał Boga, by go zabrał. Tym razem będzie tylko zemsta. A potem bóle głowy znikną na zawsze.

Książka informacje
"Ostry dyżur", Palmer Michael

Tytuł:

Ostry dyżur

Tytuł oryginalny:Critical Judgment

Autor: Michael Palmer : Autor tekstu
Tłumaczenie: Barbara Cendrowska-Werner : Tekst

Wydawca:Replika - Wydawnictwo Replika
Kategoria,
Rodzaj:
[max: 3]
Sensacja, kryminał, thriller

Oprawa:miękka + skrzydełka
Rok wydania:2018
Zapowiedź, premiera:2018-01-31
Cena detaliczna:
(orientacyjna)
36,90
ISBN /ISSN:978-83-7674-634-0
Zobacz więcej…

Recenzje:
"Ostry dyżur", Palmer Michael

Brak recenzji

Dodaj słowo kluczowe

Słowa kluczowe:
"Ostry dyżur", Palmer Michael

Brak dodatkowych słów kluczowych.

Dodaj komentarz

Komentarze:
"Ostry dyżur", Palmer Michael

Pozycja niekomentowana

Oceny

Brak ocen
Oceń książkę
Ostry dyżur
Ogólna ocena książki

Treść

Tłumaczenie

Okładka

Wykonanie
Oceń jeden lub kilka elementów książki.

Narzędzia

Wpisał:

  • Data wpisu:
    2018-01-08 14:21:50
Użytkownik: niezalogowany
i-ksiazka.pl | Kontakt i-ksiazka.pl | Regulamin i-ksiazka.pl
Wszystko dla książki © Aria Design 2002⁄2005